Sekcja siatkówki kobiet w ŁKS została założona w 1929 roku i istniała aż do wybuchu wojny, do 1939 roku. Przez dziesięć lat drużyna brała udział w rozgrywkach o mistrzostwo okręgu łódzkiego. Przez kilka lat była wicemistrzem. W drużynie grały zawodniczki z sekcji koszykówki i hazeny (hazena to gra zbliżona do piłki ręcznej, reguły tej dyscypliny zostały opracowane w 1905 roku).

W marcu 1958 roku sekcja została reaktywowana dzięki staraniom ówczesnego wiceprezesa zarządu ŁKS Eugeniusza Krupińskiego i mgr Ryszarda Felisiaka, który prowadził zespół KS „Victorii”.

A teraz zacytuję zapiski z kroniki sekcji piłki siatkowej. Kronikę założyła Sabina Smoliga, a po jej odejściu kontynuowała prowadzenie Ula Malesa. I tak oto opisała Sabina powstanie sekcji:

„Historia właściwie zaczyna się od …trzech dziewczynek. Tak, tak! Bo czyż można nazwać zawodniczkami 15-letnie dziewczęta? Poznały się w szkole. Do bliższego obcowania z sobą zachęcała je chęć uprawiania sportu. Były sprawne, wszystko przychodziło im z łatwością, ale wciąż szukały odpowiedniej dyscypliny, której mogłyby się poświęcić. Żadna nie wiedziała jeszcze wiele o sporcie łódzkim i klubach istniejących w Łodzi. Tak więc Urszula Malesa poświęcała się gimnastyce i twierdziła, że nigdy z nią się nie rozstaje. Ja z zapałem przygotowywałam się do Mistrzostw Łodzi w jeździe figurowej na lodzie, i najciekawsze – Teresa Wieczorek musiała pożegnać się nawet z gimnastyką szkolną, ponieważ miała szmery … na koniuszku (oczywiście serca). Nikt wtedy nie przypuszczał, że to przyszła mistrzyni i rekordzistka Łodzi w skoku w dal i w biegu przez płotki. Tak, silna wola działa cuda! Teresa zaczęła uprawiać l.a. w klubie przy Zakładach im. J. Stalina. Przypadek zrządził, że pewnego razu zabrakło zawodniczek w drużynie siatkarek. Jak to się popularnie mówi „z braku laku, dobry i kit”, a więc wystawiono Teresę. Ponieważ i w następnym meczu zabrakło znowu zawodniczki, załatano lukę mną. Pociągnęłam za sobą Ulę i odtąd cała trójka nie rozstawała się z „sitem”, czyli wreszcie znalazłyśmy swoją przystań. Nie trudno się domyśleć, że nie miałyśmy zielonego pojęcia o zasadach gry w siatkówkę. Zasady poprawnej gry zaczął nam wpajać wcale wreszcie nie socjalistycznymi metodami nasz mile wspominany „olej”. Trzeba było zaobserwować, jak za każde najmniejsze przewinienie biedne dziewczęta musiały robić tzw. „rundki”, skacząc na jednej nodze dookoła boiska. Okres absolutystycznych rządów „Oleja” nie trwał jednak długo. Trener – Antoni Olejniczak wyjechał do Warszawy. Sekcja rozpadła się, bo miałam Nr 1. W listopadzie 1956 r. zaczynały się rozgrywki siatkarskie o puchar C.R.Z.Z. i jednocześnie jak z nieba spadł nam trener. Ula z pewną obawą lustrowała „nowego” od stóp do głów. Widocznie przypadł jej do gustu, bo uśmiechnęła się mile i powiedziała: witamy Huzara! Trzeba tutaj dodać, że nasz „Stalin” po tzw. październiku zmienił nazwę na W.K.S. „Victoria”. I od tej chwili była „Victoria” i jej Huzar. Ponieważ klub nie opiekował się nami jak należało, trener – Ryszard Felisiak, profesor jednej ze szkół, oddał nam do użytku salę szkolna. I odtąd datuje się wyraźny rozwój naszej sekcji. Przybyło nam kilkanaście nowych dziewcząt. Między innymi przyszły do nas Marylka Łuczak, Mirka Banaś, Wiesia Kubiak, Janeczka Cyl i trochę starsze dziewczęta Barbara Rosiak oraz Maryla Kubiaczyk. Musiałyśmy bardzo uważać na treningach, żeby nie porozbijać drobniutkiej Marylki lub nieśmiałej Mireczki. Ruszyła wreszcie do boju B klasa. W rozgrywkach zajęłyśmy II miejsce i zapewniłyśmy sobie awans do A klasy. Proszę się nie dziwić. Wystartowałam do rozgrywek z numerem 13. Radość nasza była nieopisana. Z tym większym zapałem przystąpiłyśmy do pracy. Lecz A klasa odsłoniła wszystkie nasze braki i przegrywałyśmy mecz po meczu. A może ja byłam winną, bo miałam znów koszulkę z numerem 1. Tak, nie mogłyśmy zyskać w A klasie nic, poza tym, że … zyskałyśmy wielu wielbicieli naszej urody. Nie, nie jesteśmy bynajmniej zarozumiale. To są głosy licznych kibiców i prasy sportowej. Gorycz porażek w A klasie osłodziły nam Mistrzostwa Łodzi juniorek. Miałyśmy dość duże szanse, bo dobry poziom reprezentowały już Marylka, Mirka, Wiesia i Janeczka. W tak doborowym składzie „rozkładałyśmy” drużynę po drużynie. Nadszedł finał, w którym spotkałyśmy się z drużyną Startu. „Trafiła kosa na kamień”, bo byłyśmy równorzędnym partnerem dla przeciwnika. Szczęście jednak nie dopisało i ostatecznie mecz przegrałyśmy, zajmując II miejsce. To nas podniosło na duchu. Wesołe i beztroskie przystąpiłyśmy ze zdwojoną energią do treningów. Krótko jednak trwała nasza radość. Nastąpiła fuzja trzech klubów: DKS-u, „Orionu” i naszej „Victorii”. Ponieważ jesteśmy już bardzo zgraną gromadką, nie chcemy się rozłączać i postanowiłyśmy przenieść się całą drużyną do jakiegoś klubu. Ponieważ Teresa Wieczorek, Teresa Malesa i ja uprawiałyśmy l.a. w ŁKS-ie, namówiłyśmy Huzara i jego gromadkę, aby przeszli do ŁKS-u. Pertraktacje nie trwały długo. I oto jesteśmy w ŁKS-ie”.

A prasa napisała: „ŁKS „dorobił się” drużyny siatkarek. ŁKS przybyła jeszcze jedna sekcja – siatkówki żeńskiej. Zespół składa się z młodych, ale bardzo obiecujących zawodniczek, które po raz pierwszy wystąpią w turnieju jubileuszowym, organizowanym przez ŁKS. W turnieju grają drużyny Startu, Włókniarza, AZS i ŁKS. Siatkarki Startu znajdują się w pierwszej lidze. Natomiast zespoły Włókniarza i AZS walczyć będą w tym roku o wejście do II ligi”.

by TPK
Prawidłowy XHTML 1.0!Poprawny CSS!